.
Antybiotyki
i infekcje – inaczej niż sądzono
Należy oddać antybiotykom sprawiedliwość
uratowały niezliczone istnienia ludzkie, które bez ich
pomocy poddałyby się naporowi infekcji.
Sulfanilamid
okazał się skuteczny w zwalczaniu form infekcji
bakteryjnych. I dzisiaj antybiotyki ratują życie, niosą
ulgę w cierpieniu i tak będzie nadal. Nie należy jednak
przypisywać tym
„cudownym lekom” zasługi zredukowania ogólnej częstości
występowania częstości chorób zakaźnych. Spadła ona
rzeczywiście drastycznie w przypadku chorób takich, jak
gruźlica, artretyzm stawów, zapalenie płuc, zapalenie płuc,
dyftertyt, szkarlatyna, koklusz i tyfus – ale jeszcze
przed wynalezieniem antybiotyków!!!
Ich pojawienie się nie wywołało dalszego spadku
zachorowań. Zgodnie ze słowami epidemiologa R.R. Portera:
„Blisko dziewięćdziesiąt procent ogólnego spadku
zgonów w wyniku zachorowań w całym tym okresie
[1860-1965] miało miejsce jeszcze przed pojawieniem się
antybiotyków” czyli przed rokiem 1940.
Doktor Thomas McKeown, lekarz praktyk i
profesor higieny społecznej na uniwersytecie w Birmingham
w Anglii, twierdzi: „spadek śmiertelności w drugiej połowie
dziewiętnastego wieku zawdzięczamy wyłącznie
zmniejszeniu liczby wypadków śmiertelnych będących
następstwem zachorowań na choroby zakaźne; nie ma dowodów
na podobny spadek w odniesieniu do innych przyczyn zgonów.
Analiza chorób, których zmniejszona śmiertelność
przyczyniła się do poprawy sytuacji, wskazuje na wpływ
następujących czynników:
1.rosnącego poziomu
życia, w szczególności lepszego odżywiania się
2.poprawy w zakresie higieny
3.pomyślnych trendów w kształtowaniu się koegzystencji między organizmem żywiciela a niektórymi
mikroorganizmami.
Terapia (to jest postępowanie
lecznicze) niczym się nie przyczyniła do poprawy sytuacji, a dodatni wpływ
szczepień ochronnych ograniczył się do ospy – co samo w sobie spowodowało
jedynie dwudziestą część ogólnego spadku liczby zgonów. Przytaczając
dane dotyczące gruźlicy, pisze on dalej: „Jeszcze przed wynalezieniem
streptomycyny śmiertelność spadła do niewielkiego ułamka poziomu utrzymującego
się w latach 1848-1854... Udział tego leku w redukcji liczby zgonów od
wczesnych lat dziewiętnastego stulecia ogranicza się zaledwie do trzech
procent”.
Znawca tego zagadnienia doktor E.H. Kass,
przemawiając w 1971 roku jako nowoobrany przewodniczący Amerykańskiego
Towarzystwa Chorób Zakaźnych stwierdził, iż zjawisko spadku śmiertelności
większości infekcji do poziomu prawie porównywalnego z dzisiejszym miało
miejsce jeszcze przed odkryciem zarówno przyczyn chorób jak i lekarstwa na
nie. Doktor Kass wydaje się
sugerować, iż sam fakt odkrywania kolejnych szczepów bakteryjnych wywołujących
infekcje i postępującego w ślad za tym wynalezienia skutecznych antybiotyków
miał wątły, o ile jakikolwiek, związek ze spadkiem liczby zachorowań. Z poglądem takim zgadza się wielu innych ekspertów.
John McKinlay i Sonja M. McKinlay prowadzący badania
na uniwersytecie w Bostonie, przeprowadzili wnikliwą
analizę wpływu postępowania leczniczego na spadek
liczby zachorowań na choroby zakaźne. W przypadku dziesięciu
pospolitych chorób doszli śmiertelności można by
przypisać zabiegom leczniczym wprowadzonym po tej dacie,
zaleconym w przypadku dziesięciu pospolitych chorób
doszli do wniosku, że”...od roku 1900 co najwyżej trzy
i pół procent spadku śmiertelności można by przypisać
zabiegom leczniczym
wprowadzonym po tej dacie, zalecanym w przypadku każdej z analizowanych powyżej chorób”.
W ostatecznym podsumowaniu stwierdzają : „jak się
wydaje, środki lecznicze w ogólności (zarówno
chemioterapeutycznej, jak i zapobiegawczej natury) w
niewielkim tylko stopniu miały wpływ na ogólny spadek
liczb zgonów w Stanach Zjednoczonych od 1990 roku; w
niektórych przypadkach wprowadzenie preparatów
farmaceutycznych miało miejsce kilka dziesięcioleci po tym, jak ustalił się niski poziom śmiertelności
w wyniku danej infekcji, a w większości przykładów nie
miało nań znaczącego wpływu”. Dr Marc Lappe,
profesor wykładający na uniwersytecie stanu Illinois, podziela ich zdanie: „o żadnym
antybiotyku nie można powiedzieć, by sprawdził się
jako środek rzeczywistego i całkowitego zwalczania którejkolwiek
z chorób panujących w czasach współczesnych”.
Dr
med.
Paweł Grzesiowski w
swoim artykule "Nosicielstwo i patogenność"
stwierdza: "Silniejsze leki nie są zwykle konieczne.
Poważne niebezpieczeństwo stanowią wielooporne
gronkowce pochodzące ze środowiska szpitalnego (tzw.
MRSA, MRSE), które są często wrażliwe tylko na jedną
grupę leków (glikopeptydy np. wankomycyna). To bardzo
niebezpieczne i na całym świecie obserwuje się
narastanie tego zjawiska w wyniku powszechnego nadużywania
(w medycynie ludzkiej, weterynarii i rolnictwie)
antybiotyków. Są już niestety pierwsze na świecie (także
w Polsce) szczepy oporne na wankomycynę!!
Dlatego
coraz częściej poza antybiotykami w leczeniu zaburzeń
relacji "gronkowce-człowiek" stosuje się
metody alternatywne,
probiotyki,
barwniki roślinne, immunostymulacje itp. Niestety nie
istnieje jeszcze bezpieczna specyficzna szczepionka
przeciwgronkowcowa, a poza tym istnieją pewne obawy przed
powszechnym jej stosowaniem, bo nie wiemy czy bakteria, która
zajęłaby miejsce gronkowców będzie tak dla człowieka
łaskawa".
Antybiotyki
przyjaciel czy wróg?
Lekarz
obserwujący w szpitalu zdrowienie dziecka z zapaleniem
opon mózgowo-rdzeniowych, bez wątpienia uzna, że
przyjaciel. Mamy jednak wiele problemów z antybiotykami...
>>>
Więcej>>>
<<<Antybiotyki - artykuły od
początku
Kiedy antybiotyki działają "za dobrze" >>>
FORUM
DYSKUSYJNE DLA CZYTELNIKÓW
|